poniedziałek, 9 września 2013

Poniedziałek - sprawunki

Dzisiejszy dzień obfitował w załatwianie wszystkich spraw organizacyjnych dotyczących moich studiów. Nieoceniona była tu Vaitiare, która specjalnie wstała rano, by zaprowadzić mnie w kilka miejsc. 
Thanks Viti :* 
Odwiedziłyśmy biuro studenckie, gdzie zrobili mi zdjęcia i wyrobili GU card, czyli coś co jest jednocześnie legitymacją, kluczem, karta biblioteczną itd.
duma mnie rozpiera :D

Potem kupiłam od razu 3miesięczny bilet na komunikację miejską. Kosztował trochę ponad 500 zł :/
Mam już tyle kart, że nie ogarniam ;O
Później pojechałam na wydział medyczny podpisać kontrakt na mieszkanie (trochę się pogubiłam, weszłam nawet do środka i oczu nie mogłam oderwać od ilości wypasu tam... co za uczelnia...). 
budynki na skałach - czad!
Tramwajem dojechałam do Akademii Muzycznej. Tam poszłam do biura po info odnoście mojego planu itd. Trochę połaziłam po pokojach, wszyscy są tacy mili! Aż nie mogę w to uwierzyć! Wszyscy mnie gorąco witają, pytają o ICO, o mój lot itd. Zaprowadzają w konkretne miejsca. Szok! Już prawie wiem jakie będę mieć przedmioty (same muzyczne :D) i okazało się, że mam dzisiaj próbę sekcyjną smyczków w ramach nowego projektu orkiestrowego :D Wzięłam nuty ze specjalnego miejsca, klucze do drzwi w akademii i poleciałam do domu ćwiczyć ;)

Gramy: Smetana - The Bartered Bride, overture, Elgar - Cello Concerto, Schumann - Symphony No1. Koncert 20 września :D Próba była dosyć szybka, poczytaliśmy Elgara. Było ze mną dwóch kontrabasistów :)
Joel i Eric - czy można być bardziej szwedzkim? ;) Bardzo mili!
jedna z sal kontrabasowych, taka kanciapa ;)

mój grubas w środku <3
a tak tu się zaklepuje sale ;P (wszystko prawie zajęte...)
Wieczorem poszłam spacerkiem na Centralstationen, ach jakie to miasto piękne!!!

niedziela, 8 września 2013

Pierwszy dzień w Goteborgu

Miałam zaledwie pół doby by ogarnąć się przed półrocznym wyjazdem do Szwecji. Nie zdążyłam nawet uprać ciuchów, tylko spakowałam drugą torbę, pożegnałam się z rodzinką i poleciałam! Szalone!

dziękuję mamusiu za pomidorówkę :))) ostatni posiłek w domku :P
Pożegnania ciężkie, człowiek nie zdążył sobie wszystkiego w głowie poukładać, a już kolejne wrażenia czekają. Zakupiłam jeszcze ostatnie drobiazgi: czekolady dla Vaitiare, czapkę itd. ;) i z Błażejem pojechaliśmy na lotnisko.

dobytek ;)

zabraliśmy kontra z AM i na lotnisko!

ledwo się człowiek mieści ;)
Głównym pytaniem wczoraj było: czy na pewno wpuszczą mnie z kontrabasem do samolotu. Miałam wykupiony dodatkowy bilet na instrument, więc teoretycznie wszystko miało pójść z płatka. Ale Ania Chłopeniuk opowiadała mi, że miała kiedyś taką przygodę, że mimo biletu nie wsiadła do samolotu. 

Ale u mnie poszło gładko! Najpierw na bramkach kierownik musiał wziąć kontra do innego miejsca prześwietleń (bo się nie mieścił oczywiście na taśmie). A później w samolocie usiadłam z tyłu zajmując w sumie 3 miejsca ;) Obsługa Wizzaira pierwszy raz przewoziła taki instrument. Byli bardzo mili, pomocni i w ogóle wow! Pilot zgodził się na to, by kontra wystawał trochę (ślimakiem) na korytarz i.... poleciałam! 

znowu się rozpycha!

już w mieście :) czekam na Vaitiare
Vaitiare odebrała mnie i pojechałyśmy do akademika :) Trochę się z centrum jedzie, ale okolica piękna! Autobusy jeżdżą co 10 min, także LUZ. Nasze mieszkano znajduje się na terenie akademików Rosendal I, jest tu mnóstwo budynków, siłownia, sałny, sklep itd. Zaraz idę zwiedzać :) Mamy do dyspozycji jeden duży pokój ze sporymi oknami (jest jasno), łazienkę, garderobę i kuchnię tak jakby w korytarzu. Jest spoko, wiele rzeczy zostawili nam poprzedni lokatorzy (również listy do nas, które mają pomóc nam tu żyć, jakie to miłe!). Później poszłyśmy zrobić pranie piętro niżej. Pralka i suszarka - co za komfort! A potem pojechałyśmy do Lidla na małe zakupy. Oczywiście nie mogłam oprzeć się cynamonowemu ciachu :)))
pranko ;)
sprzęcior
o wiele lepsze niż te, które robiłam w domu :P

Pożegnanie z ICO

Ostatnie trzy tygodnie by wspaniałą przygodą, poznawaniem ludzi, miejsc, muzyki. Jest mi cały czas smutno odkąd w czwartek skończyliśmy projekt. Przez niefrasobliwość LOT-u musiałam na dodatek zostać w Kijowie sama kolejny dzień nie żegnając się z przyjaciółmi z ICO.

Każdy dzień wyciskaliśmy do granic możliwości, to było fantastyczne! Kocham takie życie! Dziękuję Wam drodzy przyjaciele z ICO, dziękuję teamowi za wspaniałą organizację i życzliwość, dyrygentowi za fantastyczną prace z nami, Boschowi za danie szansy i harówkę, sekcji kontrabasowej za to, że mogłam się wiele nauczyć i przebywać z Wami, jesteście fantastyczni!!! 

Pozostają zdjęcia, wspomnienia i kontakty na fb :D <3
fot. Vasia Riabitskyi,
Kopenhaga


Od wczorajszego popołudnia jestem w Goteborgu! Napisze o tym później, dodam tylko, że jest świetnie :))) 

czwartek, 5 września 2013

Kijów

Zacznę od tego, że piszę posta na lotnisku w Kijowie czekając na taksówkę. Czemu jeszcze nie jestem w Polsce? Bo podczas dzisiejszej odprawy trzy osoby (w tym ja) nie zmieściły się do samolotu. Nie pytajcie jak do tego doszło, nie wiem. Zła wiadomość jest taka, że zostaję w Kijowie do jutra. Sama, bo dwie pozostałe osoby dostały loty innymi samolotami. Będę w domu w piątek wieczorem, a w sobotę po południu lecę do Goteborga. Mam niezłego pecha, że trafiło akurat na mnie. Mam tu "opiekuna", który ogarnia hotel, taksę, jedzenie i jutrzejszy lot. Słabo mówi po angielsku ale jakoś się dogadałam. 

Jestem mega zła, bo: nie pożegnałam się z ludźmi, z którymi spędziłam 3 tygodnie; bo będę mieć połowę mniej czasu by ogarnąć się przed Erasmusem i pobyć z rodziną i przyjaciółmi. No ale co zrobić :/

Samego Kijowa niewiele zobaczyłam, bo od razu z lotniska pojechaliśmy do hotelu przy Filharmonii (perkusja i kontrabasy), bo musieliśmy sprawdzić instrumenty. Reszta orkiestry pojechała do hotelu właściwego, 40 min drogi za miastem. Hotel, w którym byliśmy do koncertu to mieszanka lat 90., lat. 50., "bogactwa" i kurzu ;) Masakra, ale siedzieliśmy tam tylko przez chwilę. Z okien autobusu i hotelu Kijów mi się absolutnie nie podobał.
widok z okna hotelu, żółty budynek to filharmonia
Sala koncertowa była, jak zapowiadali, mała, na dodatek z kolumnami, także kontrabasy siedziały w sporej odległości od dyrygenta, w tym jeden pulpit za filarem (Krzysiek powiedział, że w ogóle nie widział dyrygenta -_-) Same instrumenty też niezbyt ciekawe, no ale jakoś zagraliśmy. Był to bardzo udany koncert, mimo iż występ solistki wisiał na włosku z powodu jej niespodziewanego pobytu na lotnisku (nie chcieli jej wpuścić z powodu jakiegoś błędu, spędziła tam 5 godzin...) Daliśmy 4 (!) bisy, pod koniec bawiąc się już wyśmienicie :P

Po koncercie w hotelu mieliśmy pożegnalną kolację i imprezkę. Było świetnie, położyłam się po 5 ;)
kolacja

A dzisiejszy poranek od rana smutny i jeszcze ta sprawa z moim przedłużonym pobytem tu :((((

Na dodatek jestem sama, a ostatnie 3 tygodnie przebywałam ciągle z ludźmi, to jest niezły szok...
no nic, z uśmiechem do przodu!

środa, 4 września 2013

Tallin

Wow! Co za hotel! Park Inn wymiata. Super duży pokój jest odmianą po wczorajszym Avenue :)



Lot był ok, ale jedzenie w samolocie tym razem raczej nie do tknięcia. Jedynie bułeczka z dżemem i kawa na pobudkę - dobre i to!

Koncert w Tallinie odbył się w przepięknym starym budynku Eesti Kontsert. Sala z kryształowymi żyrandolami miała jedną wadę - scena była mała i ledwo się pomieściliśmy (swoją drogą w Kijowie ma być jeszcze gorzej!) Publiczność moim zdaniem była fantastyczna, w skupieniu i ciszsłuchała, a po Prokofiewie Khatia Buniatishvili zagrała wspaniały utwór estońskiego kompozytora Arvo Pärta, co było świetnym kontrastem dla Prokofiewa. Utwór był cichy, minimalistyczny ale tak piękny, że wielu wzruszył do łez. Wspaniała wrażliwość solistki i dźwięki otoczone ciszą - coś fantastycznego! Cały koncert uważam za udany. Miałam powód do radości - świetnie grający kontrabas!
idziemy grać a tu wszędzie o nas ;)
na razie pusto
sąsiedzi ;) Mateusz i Klaudusia
wjazd na parking przy filharmonii ;O
Wcześniej zwiedziliśmy na szybko starówkę w Tallinie. Wiele fajnych zakamarków i budynków, lecz nie wywarła na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia ;)

dziwne nazwy ulic...




grupowe musi być!
zakupy chłopaków ;)
Teraz zła wiadomość: jutro ostatni koncert (właściwie dzisiaj), w Kijowie. ICO dobiega końca, a ja się bardzo smucę, bo to było jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu :( Pozostaną wspomnienia, znajomości i zdjęcia :)

wtorek, 3 września 2013

Kopenhaga

Wczoraj spędziliśmy cały dzień w Kopenhadze. Mieszkaliśmy w pięknym lecz ciasnym hotelu Avenue, ulkowanym w kamienicy, z drewnianymi schodami i pięknymi dekoracjami, meblami, patio. Najazd 100 muzyków z walizkami i instrumentami zrobił tam wiele zamieszania ;) 

Wypożyczyliśmy też z hotelu rowery, bo to najlepszy sposób na przemieszczanie się po mieście i zwiedzanie :) Nigdy nie jechałam wśród tylu rowerzystów i rowerzystek na raz :) [jedynie podczas Wielkiego Przejazdu Rowerowego hehe] Mają tam wspaniałą infrastrukturę rowerową, gładkie drogi rowerowe. Jazda tam to sama przyjemność.

Kopenhaga jest bardzo różnorodna i żywa, jednak ja wolę chyba porządek Goteborga :P 

Koncert graliśmy w Duńskiej Królewskiej Akademii Muzycznej, która dysponuje wielką sceną, gdzie swobodnie siedzieliśmy bez ścisku. Na widowni była moja koleżanka Olga, której się ponoć podobało.  (Dziękuję, że byłaś! :P)

Po koncercie, kolacji i ogarnięciu się pojechaliśmy całą grupą na wycieczkę rowerową do Christiani - legendarnej dzielnicy założonej przez hippisów w 1971 r. Jest częściowo niezależne od władz i to widać :) Nie można też robić tam zdjęć, poruszać się samochodami itd. Ciekawe miejsce, ale sama bym się tam bała wybrać ;)

Po tak intensywnym dniu i krótkim śnie, o 6 jechaliśmy już na lotnisko. Kierunek - Tallin,  o którym postaram się napisać jutro :)
czekając na klucze Gosia dorwała pianinko w holu :)

na starówce :P

splendor i sława ;)

jedziemy!

Ilość sklepów powala, w tym wiele lumpeksów. A to coś dla Angeliki :)


niedziela, 1 września 2013

Vaitiare

Mój ostatni (do soboty ;]) dzień w Goteborgu rozpoczął się od spotkania z moją przyszłą współlokatorką Vaitiare. 

Poznałyśmy się już wcześniej na facebooku, więc trochę o sobie wiemy, ale chciałyśmy skorzystać z okazji i zobaczyć się teraz. Poranek był deszczowy gdy zmarznięta Vatiare pojawiła się w umówionym miejscu. Nie jest przyzwyczajona do takiej pogody, bo pochodzi i mieszka na Grand Canaria, gdzie w najzimniejszym momencie roku jest tak jak dzisiaj w Goteborgu, czyli ok 15 st. C ;) Zdążyła się już niestety przeziębić, więc wypiłyśmy gorącą herbatę i rozmawiałyśmy. Co za miła osoba! Myślę, że się dogadamy i będzie wspaniale razem mieszkać! 


Od południa mieliśmy próbę z młodymi muzykami szwedzkimi. Do naszej sekcji doszedł jeden kontrabasista i dawał sobie świetnie radę. Wieczorem graliśmy wspólnie koncert, trochę inny repertuar niż zwykle (np. Wagner, gdzie szyliśmy jak nie wiem co ;))

Jutro rano autokarami do Kopenhagi, gdzie spotkam się z Olgą, która jest tam na Erasmusie :)